czwartek, 28 lipca 2016

Long distance relationship.

Troche z duzym opoznieniem dodaje ten post. Ale mam nadzieje, ze mi wybaczycie. Post napisany przed ponownym przyjazdem do stanow. / I have small delay with that post. Hopefully You gonna forgive me this. I wrote that post before my another flight to US.

Zwizki dalekodystansowe to ciężki orzech do zgryzienia. Czy nam się uda nie wiemy. Czas nam to pokaże. Ale oboje mocno walczymy i wierzymy w to, że akurat nam się uda. Dziś moje przemyślenia i emocje jakie towarzyszą mi gdy jego niema obok.
W związku na odległość przechodzi się fazy. W szczególności gdy przychodzi czas rozstania, a przed nami wiele dni rozłąki. To nie jest tak, że przez cały okres niewidzenia się są takie same emocje i myśli, ciągle się zmieniają. Taki trochę emocjonalny rollercoaster. Początkowo trudno się odnaleźć, jeszcze dzień wcześniej miało się bliską osobę obok, a dziś nie ma się do kogo przytulic, powygłupiać. Żyjemy w czasach gdzie nie ma problemu z kontaktem skype/whatsapp/messanger ułatwiają kontakt, można się słyszeć codziennie i widzieć. Ale to nie zastąpi bycia obok. Przez cały okres się tęskni ale ta tęsknota ma różne wymiary. Na początku ciężko jest się pogodzić z tym, że tyle czasu nie będzie się widzieć ukochanej osoby. Przychodzą różne myśli. Niepokój. Z czasem przyzwyczajam się do tego, że tej osoby nie ma fizycznie obok. Każdy telefon sprawia uśmiech, każda wiadomość, każde zdjęcie/video. Bez tego ciężko się funkcjonuje. Uśmiecham się ale w środku rozrywa mnie ból. Widok szczęśliwych par powoduje uśmiech na twarzy, a w sercu jeszcze większy smutek.  Nie ważne jaki jest to okres czasu te fazy są podobne. W zależności od ilości dni raz są krótsze, a raz dłuższe. Już raz przezwyciężyliśmy rozłąkę 98 dni i daliśmy radę tym razem mam nadzieje, będzie tak samo. Najgorszy jest początek. Przez pierwsze 15 dni było mi ciężko się pogodzić, że jego nie ma obok. Brakuje czułości, dotyku, jego widoku przed snem i zaraz po przebudzeniu. Potem zaczyna się tęsknić bardziej ogólnie, za rozmową, przytuleniem, wspólnym spędzaniu czasu. Po 30-45 dniach idzie się przyzwyczaić wyrabia się tygodniowy plan. Kiedy rozmawiacie, kiedy praca, studia i odpoczynek. I tak się tkwi w tym i jakoś daje rade. Nie czuje się tego upływającego czasu, skupia się na wykonaniu poszczególnych zadań które przynosi każdy dzień i funkcjonuje od rozmowy do kolejnej. Najgorzej jak nagle coś się porypci i kontakt jest słabszy i nie ma tej rutyny, przychodzi znów strach, pełno myśli. A jeszcze gorzej gdy nie wiadomo kiedy tak naprawdę znów się zobaczymy. Bo cały czas życie wszystko komplikuje. Wtedy wszystkie emocje są jeszcze silniejsze. Tak naprawdę tęsknota nigdy nie maleje tylko z dnia na dzień rośnie. A uczucie się żarzy i przy każdej rozmowie, przy każdym widzeniu na skype, nowym zdjęciu pali się jeszcze bardziej.  Do 100 dni naprawdę całkiem dobrze się funkcjonuje. Naprawdę ciężko wręcz hardcorowo robi się po przekroczeniu właśnie ok. 100 dni.  Tęsknota osiąga chyba swoje maksimum, tęskni się tak na prawdę za wszystkim. Za tymi małymi rzeczami, jak mogłam patrzeć na niego jak usnął, tym spojrzeniem które tylko ja wiem co znaczy, denerwowaniem się, że znów jesteśmy spóźnieni, za droczeniem przy każdej możliwej sytuacji, dopasowaniem strojów aby razem wyglądać idealnie, wspólnym gotowaniem, ale również za bliskością, ciepłem i czułością. Po 130dniach każdy dzień zaczyna się dłużyć, chce się więcej rozmów, a mniej rozmów wideo bo sprawiają jeszcze większą tęsknotę. Grafik staje się coraz bardziej napięty, aby nie mieć czasu myśleć. Gdy w końcu wiadoma jest data spotkania, nabieram skrzydeł, uśmiech nie schodzi z ust, wszystkie złe emocje, strach odstawiam na półkę, a w sercu i myślach tylko szczęście i odliczanie do dnia aż znów będę w jego ramionach.

Po 148 dniach w jego ramionach. Nic wiecej sie nie liczy. I lzy szczescia splynely po poliku. 

Long distance relationship is one of the hardest types of relationship. Will we handle that? We keep thinking to ourselves.  We don't know. Life will shows it to us. But we both believe so much that we can do it and we fight so much for each other. Today I want to tell you my point of view, how I feel when he is not in person next to me. I think in long distance relationship we have some kind of phase. When is time to say goodbye and we don't really know when we will see each other again, emotions are not always the same, they have changed during this all time. It's a little bit like emotional rollercoaster. On the beginning I can't find my place, one day before I had person who I love next to me and now I’m truly alone, have nobody to hug, to cuddle. Fortunately we live in century that there is no problem with contact skype/WhatsApp/messenger, this helps to talk has video call almost every single day. But it even this will never feel the same like to be next to each other in person. All this period of time I miss him, but that feeling is not always the same. On the beginning is hard to make up one's mind to not see person I love for so long time. I have many strange thoughts and Anxiety. As time goes I get used to that he is not next to me.  Every phone call, message, picture/video, makes me smile. It's hard to get through the day without it. I’m smiling, but inside I feel big pain. When I look at happy couple I smile but inside I feel greater sorrow. It's all the same no matter how many days, but you just have to handle being separate. Once these phase are longer, once shorter it depends how many days we will not see each other. We have already handled one separation for 98 days so I hope this time we will handle it too. Honestly all beginnings are the hardest. The first 15 days are like a lifetime of sadness. I’m missing his touch, sensitivity, watching him before sleep and on the morning. After that I miss him in different way. “Ha-ha,” like more as a person to hug, and spend time together. After 30-45 days I get used to that he is not here next to me. We know when we have time for school/work, chill and our talk. It's like a week schedule. Then I don’t feel how many of the long days already pass by, we have similar week’s rhythm and I live from one phone call to another one. The worst feeling is when something goes wrong and that routine is disturbed. Then fear and lots of thoughts are coming back. The worst is when we don’t really know when we will see each other again. I think life loves to complicate everything. All emotions are way stronger when you’re missing each other. Missing him is an emotion that grows every day. Love glows with every talk, skype; new picture makes all emotions and passion burn more. I think 100 days is more than I can handle. It’s really hard after that number of days apart. Missing him I think has a maximum limit. I think I can't miss more than I already miss him. I miss everything, even the small things like I could watch him sleep, his special look at me that only I know what it means, being piss off that we are late again, small funny fights, banter, cooking together, but also feeling his love, warmth and closeness. After 130 days apart, every day I think has more hours than 24h. I need more phone calls and less video calls because it makes me miss him more. My schedule is really busy too I don’t have time for any thoughts. But Finally when we know the date when we will see each other again I’m always smiling from ear to ear, I feel like I can fly, All bad feelings leave, and in my heart and thoughts I just feel happiness and I’m counting down till the day I’ll be in his arms again.

After 148days Im finally in his arms. Nothing else matters. And just happiness tears droped down on my chicks..




poniedziałek, 6 czerwca 2016

Miami #throwback #travel

Chyba z całego wschodniego wybrzeża właśnie w tym miejscu zakochałam się najbardziej. Miami Beach, a dokładnie część South Beach. Spędziłam tam 9 dni. Pogoda była zakręcona. Wrzesień to czas huraganów więc, pogoda potrafiła diametralnie się zmienić w kilka minut, czarne chmury bardzo silny wiatr i deszcz przez dosłownie 15 min, a potem znów duchota i słoneczko:) Po serii wycieczek wykupionych, udałam się tam całkowicie sama na własną rękę. Lot Washington - Miami minął mi szybko i przyjemnie wprawdzie po nieprzespanej nocce na lotnisku ale co tam, jakieś przygody muszą być. Do South beach do zarezerwowanego hostelu udałam się taxówką. Hostel mogę wam polecić znajdował się dosłownie 2 przecznice od plaży (10min spacerkiem) warunki całkiem ok i porównując ceny do NYC duuuużo taniej. Hostel nazywa się Bed & Drinks. Poznałam tam wielu niesamowitych ludzi z którymi spędzony tam czas upłynął mi bardzo miło. Nawet za free dostałam się do super hotelu na pool party. Do dziś z kilkoma osobami mam kontakt, a jedna z nich odwiedza Polskę regularnie więc i tu spotkaliśmy się kilkukrotnie. Do dziś uśmiecham się na myśl o Miami i tym jakie wielkie szczęście mam do poznawania dobrych ludzi w fajnych momentach swojego życia. Myślę, że bez nich ten wypad nie byłby tak kolorowy i wesoły.  Nawet fakt, że klimatyzacja rozwaliła mój organizm i 2 dni miałam wyjęte z życia przez bardzo wysoką gorączkę to gdyby ktoś dał mi szanse to powtórzyć to nie wahałabym się nawet przez sekundę. Te wspomnienia zostaną w mojej głowie na zawsze i mam nadzieje, że pewnego dnia znów tam zawitam.  




czwartek, 2 czerwca 2016

Princeton University #throwback #travel

Tego samego dnia co zwiedzałam z wycieczka Philadelphie, odwiedziliśmy również Princeton University. Jest to teren prywatnego Uniwerka. Szczerze mówiąc, gdyby ktoś mi nie powiedział, że to uniwersytet chyba sama bym na to nie wpadła. Architektura bardziej kojarzyła mi się z muzeami, zamkami. Czułam się tak jakbym znalazła się na planie bardzo starego filmu. Byłam pod wielkim wrażeniem gdy Pani przewodniczka wskazując na budynek wyglądający jak starożytna świątynia powiedziała, że to dziekanat, a widok akademików zapierał dech w piersi. Coś niesamowitego. Na terenie uniwersytetu znajduje się również kaplica/kościółek. Sama szkoła kosztuje naprawdę sporo, ale ponoć ambitni uczniowie których nie stać na sfinansowanie tam nauki mogą ubiegać się o różne dofinansowania. Z tego co nam przewodniczka opowiadała bardzo spodobał mi się fakt, że gdy nie ma tam kierunku który Ci się podoba to go dla Ciebie stworzą. Rozpiszą tak godziny abyś brał udział we wszystkich przedmiotach podstawowych które składają się na dany kierunek. Co myślicie o tak wyglądającym uniwersycie? Mi w sumie brakowało tylko do tego widoku uczniów chodzących w zbrojach;)


wtorek, 31 maja 2016

Philadelphia #throwback #travel

Kolejnym dniem wycieczki było zwiedzanie Philadelphia i Princeton University.  Dziś będzie właśnie o Filadelfii.:) Piękne miasto które zwiedzaliśmy jak dla mnie w nietypowy sposób, a mianowicie takim a'la busiko/łódką  które nazywa się "Ride the Duck".Było to zwiedzanie zarówno lądem jak i wodą. W bardzo ciekawy i zabawny sposób Pani kierowca opowiadała o historii miasta i ciekawostkach związanych z nim. Ta wyprawa trwała ok. 80 min i było to bardzo fajne doświadczenie. Bardzo spodobał mi się ten sposób zwiedzania. Na koniec każdy uczestnik wycieczki otrzymał, śmieszne piszczałki w kształcie kaczego pyszczka, nie ma to tamto idealnie wpasował się gadżet w obecnie panującą sytuacje w Polsce;D (if you know what I mean;P)
A co do samego miasta, wydało mi się bardziej przyjazne niż NYC.  Nie byłam tam na spacerze i nie włóczyłam się samotnie tak jak w nowym jorku więc też, nie mam, aż tak wielkiego porównania. Ale z chęcią wybrałabym się tam jeszcze raz, aby tym razem zobaczyć miasto nie z turystycznego punktu widzenia.